O niskim poczuciu wartości | Łukasz Krasoń - oficjalna strona mówcy motywacyjnego

Uczestniczyłem wczoraj w imprezie urodzinowej mojego serdecznego przyjaciela Mariusza Szuby. Impreza na prawdę świetna, ale ja nie o tym jak dobrze się na niej bawiłem chce napisać.

Podczas biesiadowania kompletnie niespodziewanie pojawiły się w mojej głowie myśli, myśli o które już od dawna bym się nie podejrzewał. Byliśmy jednymi z pierwszych przybyłych, usiedliśmy i czekaliśmy na resztę gości. Jeden, drugi, piąty dziesiąty. Nagle poczułem coś co przebywało ze mną ładnych parę lat – zrozumiałem że koło mnie siedzą albo celebryci z pierwszych stron gazet, albo osoby finansowo i zawodowo na takim poziomie, że ja mogę się jedynie pod stół schować. Przez chwilę moja wartość osobista nawet nie tyle zmalała co stała się mało znaczącym elementem całości.

Mieliście tak, że czuliście autorytet osoby naprzeciw Wam i ów autorytet górował nad Wami? Ja jeszcze 3, 4 lata temu widząc gwiazdę z telewizyjnego programu uważałem, że ta gwiazda jest tak lśniącym obiektem, że gdzie mi do niej. Co więcej kiedy po raz pierwszy taką gwiazdę zobaczyłem na oczy tak się właśnie czułem.

Nie wiem, może całe te rozważania były spowodowane obecnością Kamili Rowińskiej mojej pierwszej coach?

Tak czy siak, to było bardzo ciekawe obserwować siebie, siebie tak jakby sprzed wielu lat. Po chwili tego procesu zrozumiałem jak wielki skok można uczynić idąc drogą rozwoju osobistego. Bo to on w dużej mierze sprawił, że dzisiaj siedząc obok Łukasza Milewskiego, Jakuba Bączka czy Łukasza Jakubiaka nie czuję się gorszy. Może jestem inny, w sumie to nawet na pewno jestem inny, ale to nie rzuca mnie w przepaść bylejakości. Niestety wiele osób uważa siebie za mniej wartościowych ponieważ ich dochody nie są sześciocyfrowe lub ich twarze nie pojawiają się na okładkach czasopism. Jako osoba posiadająca jeszcze nie tak dawno kompleks niższości mogę napisać jedno… różnice tworzymy sami w głowie. Jak bardzo status społeczny osób siedzących obok nas by nie odbiegał od naszego to koniec końców po chwili nie ma to znaczenia. Zdanie po zdaniu przekraczamy granicę lęku przed kontaktem z „mega personą” by pod koniec imprezy śpiewać w kółeczku przy akompaniamencie gitary piosenkę „Przeżyj to sam”.

Pamiętam jak mieszkając jeszcze w Barcelonie byliśmy na koncercie noworocznym w Sagrada Familia. Jakież było moje zdziwienie kiedy główna gwiazda wieczoru podczas przerwy po napiciu się napoju gazowanego najnormalniej w świecie sobie odbekła 🙂 To są naprawdę normalni ludzie ze wszystkimi swoimi przywarami i wyróżnikami.

Powtórzę jeszcze raz, to my sami definiujemy kto jest lepszy, a kto gorszy. Po co w ogóle zaczynać te dywagacje? Tak wiele marzeń rozbijało się na skale niskiego poczucia wartości, chcesz by Twoje też dołączyły do tej listy?

Kiedy przyjdzie moment zwątpienia zadaj sobie jedno proste pytanie: „czy znasz kogoś drugiego takiego jak Ty?”

Kto by pomyślał, że impreza u czterdziestolatka, wywoła takie wspomnienia i przemyślenia. Chyba racje mają Ci, którzy twierdzą, że w liczbie 40 jest zaklęte coś magicznego 🙂

PS. Mariuszu jeszcze raz wszystkiego najlepszego.