Był zamknięty w czterech ścianach pokoju. Dziś jest motywatorem i uczy pracowników korporacji, jak znowu żyć | Łukasz Krasoń - oficjalna strona mówcy motywacyjnego

Koledzy mówcy uważają, że Łukasz ma łatwiej. Tylko wejdzie, a czasem nawet wniosą go na scenę i już przykuwa uwagę. Nie pamięta jak to jest chodzić. Przez większość życia siedział zamknięty w czterech ścianach i nie liczył na wiele. Ale w jego życiu wydarzyło się coś bardzo ważnego, dzięki czemu dziś jest motywatorem tysięcy ludzi. Poznajcie historię mówcy motywacyjnego numer jeden w Polsce.

Artykuł z serwisu natemat.pl w oryginalnej wersji dostępny na http://natemat.pl/177787,nie-pamieta-jak-to-jest-chodzic-ale-jego-przemowy-motywuja-tyciace-zatraconych-korpoludkow
Czy twoja historia, to success story?
Łukasz Krasoń: Moja historia wciąż się pisze. Czy jest success? W dużej mierze tak. Wiele miejsc odwiedziłem, wiele osób poznałem, wiele rzeczy które zapisałem jako moje plany – zrealizowałem.

A czym jest sukces w twoim rozumieniu?

To stan umysłu, w którym czuje się, że moje życie jest w moich rękach. W moim przypadku ograniczać może ciało, moja fizyczność. Ale mimo to, rzeczy które mogę zrobić są o wiele ważniejsze od tego, czego nie mogę zrobić.

A co sprawiło, że sukces pojawił się w twoim życiu?

Myślę że wiele czynników: porażek, potknięć, trudności ale i godziny spędzone nad marzeniami, poznawanie siebie czy kontakt z innymi ludźmi. To dwadzieścia parę lat mojego życia. Dzięki tym doświadczeniom, w wieku 28 lat mogę powiedzieć, że jestem bliżej sukcesu, niż kiedykolwiek wcześniej.

Co było momentem przełomowym?

Przez wiele lat budowałem obraz życia, które chciałbym wieść. Jako osoba na wózku, siedząca w czterech ścianach swojego pokoju nie miałem możliwości wychodzenia na zewnątrz, jak moi rówieśnicy. W momencie, kiedy pojawiła się Gosia, a później możliwość przemawiania, byłem na to po pierwsze przygotowany, po drugie, widziałem czego chcę, a po trzecie – chciałem to zrobić.

Jakie było twoje życie wcześniej?

Spokojne, dzięki zaangażowaniu rodziców, ale siłą rzeczy też monotonne i bardzo ograniczone przez stan fizyczny, w którym się znajdowałem. Byłem uzależniony od czasu rodziców, a oni mieli swoją pracę i swoje życie. Teraz, z Gosią sami kreujemy swoje plany i to jest dla nas priorytet. Nie pracujemy na etacie, więc nasze podróże i wszystkie inne sprawy możemy realizować po naszemu.

Byłeś gotowy na tą przełomową zmianę?

Szykowałem się na nią. Nie wiedziałem, co to dokładnie będzie, ale czułem, że przyciągnę ją do mojego świata. Pojawiła się Gosia i musiałem nauczyć się zupełnie nowego życia. Nie wiedziałem, co to znaczy zrobić obiad, czy wyjść na spacer. Moim życiem był komputer i poznawanie świata wirtualnego.

Ok, czyli z tego dawnego świata wyciągnęła cię Gosia. Miłość. A jak trafiłeś do świata mówców?

Opowiadałem jej różne historyjki z mojego życia. Dla mnie były one czymś oczywistym, czymś błahym. Na przykład to, że w wieku 14 lat załatwiłem internet dla swojej miejscowości, lub jak byłem „trenerem” osiedlowej drużyny piłkarskiej. Okazało się, że te moje historie mogą być bardzo inspirujące dla innych.

I wtedy wpadłeś na pomysł, że będziesz motywował ludzi.

Na początku to zbagatelizowałem. Myślałem sobie: co to może kogoś obchodzić? W jaki sposób moje historie mogą innym pomóc? Ale zostaliśmy zaproszeni na szkolenie w Madrycie. Po 30 minutach występu jednego z mówców poczułem coś. Rozejrzałem się po sali gdzie było blisko tysiąc osób i zauważyłem jak wielką wartość ludzie otrzymują słuchając historii tego obcego człowieka. Zapragnąłem i uwierzyłem, że i moja historia będzie przełomem dla ludzi.

Kiedy to było?

W 2012 roku. Natychmiast wróciliśmy do Polski i wystartowaliśmy. Zaczęliśmy motywować ludzi w ramach projektu „Wstań i jedź”, gdzie w ciągu 44 dni przejechałem trasę 2500 kilometrów i przemawiałem w polskich miastach. Niedługo po tym miałem okazję przemawiać z Bryanem Tracy, z Mariuszem Szubą, Jackiem Walkiewiczem. Bardzo szybko się to wszystko rozwijało.

Do kogo przemawiasz? I czy również do środowiska biznesowego?

Tak, są to również środowiska biznesowe. Przemawiam na dużych imprezach motywacyjnych, na Uniwersytetach, często latam za granicę do Polonii. Mam za sobą tournee po Stanach Zjednoczonych. Od pewnego czasu organizuję też swoje własne wydarzenie „Nie musisz być idealny, aby osiągać niemożliwe”. Jednym słowem jestem tam gdzie potrzeba inspiracji. Wystarczy do mnie napisać lub zadzwonić.

A przemawiasz dla tzw korpoludków?

Miałem kilka takich wystąpień. Ale wiele tego typu osób pojawia się też na szkoleniach otwartych. Często rozmawiam z nimi już po przemówieniu. Otwierają się przede mną, dzięki czemu mogę pomóc im już bardziej indywidualnie.

Czyli?

„Korpoludek” to dla mnie osoba, która się zatraciła. Straciła motywację, choć dawniej ta praca dawała jej szczęście. Każdy „korpoludek” kiedyś się cieszył, a później wpadł w tą machinę i się pogubił.

Każdy człowiek prędzej czy później pogubi się w korpo? Tak działa ta machina?

Nie mam pojęcia, nie pracowałem nigdy na etacie. Ale w życiu nie ma czegoś takiego jak „każdy”, „nigdy” albo „nikt”. U tych osób częściej i szybciej pojawia się wypalenie, niż u osób prowadzących własną działalności lub w sektorze publicznym.

Jakiego rodzaju są to problemy?

Często wiążą się z problemami w rodzinie, rozpadami związków. Ten brak czasu musi mieć jakieś ujście. Te osoby są nastawione na cele i kolejne zakończone projekty, przez co brakuje czasu dla siebie. I nie mam na myśli pójścia do kosmetyczki czy na siłownie. Mówię o zadawaniu sobie pytań: czego chcę? Czy na pewno idę w dobrym kierunku? Czy naprawdę jestem szczęśliwy?

I co im radzisz?

Aby się na chwilę zatrzymali, poznali swoje potrzeby i zobaczyli większy obrazek rzeczywistości. Nie przebywając sami ze sobą oddajemy światu zewnętrznemu sprawczość.

Ale co rozumiesz przez zatrzymanie się? Odejście z korpo? Ci ludzie mają wiele do stracenia, pracowali na swoją pozycję przez całe lata.

Nie, nie. Odejście z korpo nie zawsze jest rozwiązaniem. Dobrym przykładem jest Polonia, do której często przemawiam. Wylatują za granicę, aby przenieść się do innego świata i rozpocząć nowe życie. Ale gdy z nimi rozmawiam to okazuje się, że schematy i doświadczenia, które mieli w Polsce, przenieśli dokładnie, jeden do jednego do innego kraju. Odejście z korporacji może okazać się czymś podobnym. Jeśli nie odkryjemy, czego chcemy, po odejściu z korpo będziemy ciągnąć za sobą stare problemy.

Dajesz radę fizycznie? Publiczne przemawianie wymaga jednak pewnej sprawności.

Mój stan zdrowia wymaga kontroli i zaopiekowania się. Trzyma nade mną pieczę St. Vincent Medical Center i fundacja Jedni Drugim. Aby być w różnych miejscach na świecie i w Polsce, inspirować ludzie, trzeba zadbać także o siebie i mieć zdrowie pod kontrolą. Przychodzi do mnie lekarz i za darmo pilnuje stanu moich płuc, aby moja wydolność oddechowa była w jak najlepszym porządku.

Ktoś mi powiedział o Tobie, że jesteś takim polskim Stephenem Hawkingiem. Coś w tym jest?

Ja spotkałem się z określeniem „polski Nick Vujicic”. Hawking jest naukowcem, a ja nie mam z tym środowiskiem nic wspólnego.

Łączy was to, że jesteście na wózku i inspirujecie. Przełamaliście bariery, które was pozornie ograniczały.

No tak, on mnie też inspiruje. Wiele, wiele lat temu powiedziano mu, że długo nie pożyje, a od tego momentu minęło już chyba z 50 lat. Mam taką teorię, że to osoba, która wyznaczyła sobie cel, by dowiedzieć się, jak to było, kiedy powstawaliśmy – jako wszechświat. I będzie tej wiedzy szukał dopóty, dopóki do końca tego nie rozgryzie… Hawking pokazuje siłę marzenia. Nie ma przypadków, żeby osoba z jego chorobą przeżywał więcej, niż kilka lat. A jak on to robi, że żyje 50? Tego nie wie nikt.

A jak twoja nowa aktywność wpływa na stan zdrowia?

Kontakt z ludźmi bardzo mnie wzmacnia. Mam na liście jeszcze mnóstwo osób, które chciałbym poznać, miejsc, które chciałbym zobaczyć. Zrobię wszystko, aby tam być, ale przede wszystkim chcę pomagać ludziom. Bo życie może się bardzo zmienić, kiedy przestaniemy narzekać, a ze słabości zaczniemy robić swoje atuty.

A jak robić ze słabości atuty. Na przykład jeśli ktoś jest nieśmiały?

Powiem najpierw o sobie. Jeżdżę na wózku i z tej prostej przyczyny wielu rzeczy nie mogę zrobić. Ale pewien znajomy powiedział mi: Łukasz, Ty to masz łatwiej, za łatwo! Kiedy wchodzisz na scenę, wszyscy zaczynają cię słuchać – nic nie musisz robić. A ja jako mówca muszę zawsze opowiedzieć kawał, podskoczyć, poklaskać, aby ludzie zwrócili na mnie uwagę. To jest atut słabości.

Co w takim z nieśmiałością?

Jeśli na przykład facet jest nieśmiały, to znam masę dziewczyn, dla których nieśmiałość u faceta jest tak słodka, tak pociągająca, że osoba nieśmiała dla tej dziewczyny będzie ona o wiele bardziej atrakcyjna, niż super wygadany facet, wyglądający bosko pod względem muskulatury. Trzeba ułożyć grupę docelową pod siebie.

Czyli trzeba dostosować świat pod siebie?

Tak, świat do siebie. Nas uczono, że trzeba dostosować siebie do świata. Poniekąd to prawda, ale w bardzo wielu aspektach można i trzeba odwrotnie. Nie oddawajmy sprawczości na zewnątrz – Bierzmy odpowiedzialność za swoje życie.
Co ci właściwie dolega?

Na wózku jestem od siódmego roku życia. Stwierdzono u mnie zanik mięśni. Jak to jest chodzić? już nie pamiętam… Ale to nie przeszkadza, aby być szczęśliwym. Szczęście nie jest zarezerwowane dla osób, które chodzą, machają rękoma i mogą poklaskać.

Mówiłeś, że jest cała lista osób, które chciałbyś poznać. Kto na niej jest?

Bardzo chciałbym poznać Richarda Bransona. Jest to osoba mega inspirująca. Ja do niedawna czytałem bardzo mało książek. Od pewnego czasu to zmieniam i przeczytałem na przykład jego książkę „Zaryzykuj, zrób to!”. Opisał w niej prawdziwe historie ze swojego życia, nie rzadko z pogranicza s-f. To było niesłychane! Bardzo chciałbym go poznać osobiście i wymienić się przemyśleniami na temat marzeń i życia. Spotkanie z nim na pewno zostanie we mnie na zawsze.

Kim właściwie jesteś? Coachem? Motywatorem? Mówcą?

Gosia kiedyś żartobliwie i nieco od niechcenia powiedziała o mnie: mówca motywacyjny numer jeden w Polsce. Na początku śmiałem się z tego, bo z tego hasła bije arogancja. Numer jeden… Kto to określa? Bardzo chciałbym taką osobą być, bo taki pseudonim daje bardzo duże możliwości i jest też wielką odpowiedzialnością. Wierzę, że jestem gotów taką odpowiedzialność przyjąć. Droga ku temu przyniesie wiele frajdy.

Sukces to również kasa. Dobrze zarabiasz?

Samo mieszkanie w Warszawie jest dosyć dużym wydatkiem. Ja zarabiam jako mówca, Gosia moja żona prowadzi zaś firmę www.dziekujeza.pl która tworzy obrazy i gadżety motywacyjne. Przemówienia to godzina, dwie. A dobrze się otaczać inspirującymi obrazami, które jak mantra budują nas każdego dnia. Czyli jeśli chodzi o nasz stan finansowy jest dobrze ale oczywiście ciągle dokładamy starań by nasze zasoby zwiększać.

Jakie studia skończyłeś?

Nie skończyłem [śmiech]

Bo?

Zacząłem studiować w 2008 roku informatykę, specjalizacja multimedia. I nie wstydzę się tego, że zmieniły mi się priorytety więc nie bałem się z tych studiów zrezygnować.

Wiele osób się nad tym zastanawia. Zaczynają, są niezadowolenie z tej nauki, ale chcą mieć magistra.

Ja pytałem sam siebie, czy studia są związane z tym, co chcę robić dalej w życiu. Być web masterem, tworzyć logotypy i tego typu rzeczy. Ale gdy poczułem, że przemawianie jest naprawdę tym, chcę w życiu robić, że to jest moja misja życia, że po to się narodziłem, by to robić, wiedziałem już, jaką podjąć decyzję. Brakowało mi trochę ponad semestr, ale je zostawiłem.

Studia nas w żaden sposób nie określają?

Określają, wszystko co robimy w jakiś sposób nas określa. Ale często jest tak, że podejmujemy decyzję o studiach i w ciągu tych 5 lat coś się zmienia. Jeśli to, co się zmieniło jest totalnie różne od tego, co studiujemy, to dążenie do tego aby tylko i wyłącznie zdobyć papierek a nie czujemy tego, nie jest potrzebne. Przynajmniej tak było w moim przypadku.

Czyli zmiany decyzji są dobre? Dla jednych to brak konsekwencji, dla innych to dostosowanie się do nowych warunków.

Przede wszystkim trzeba się zastanowić, dlaczego chcemy daną decyzję zmienić. Jeśli jest to podyktowane asekuracją, zaczynamy coś robić, mamy ambitny plan i gdzieś po drodze podskórnie czujemy, że nam nie wychodzi i zaczynamy robić co innego, aby mieć alibi, to należy się zastanowić nad sensem takiej zmiany. Ale jeśli coś tworzymy i po drodze dochodzimy do innych wniosków, na drodze rozwoju, poszerzenia umiejętności i stanu wiedzy, to taka zmiana decyzji jest czymś naturalnym i warto tym podążać. Ja wiele razy coś zaczynałem. Startując najczęściej wiemy niewiele na temat tego, co przed nami. Ale właśnie to jest ekscytujące.

A te cele, o których mówisz, zmiany… Wszyscy chcą, a nawet czasem mam wrażenie, że muszą się zmieniać, samodoskonalić. Czy przebywanie w sferze komfortu jest takie złe? Bo na pewno dawno wyszło z mody.

Bardzo dobrze jest się rozwijać, aby poznawać siebie. Rozwój powinien nas kształtować i sprawiać, abyśmy to my byli lepsi. Ale jeśli robimy to na siłę, aby komuś zaimponować, to to idzie w złym kierunku. Samodoskonalenie się stało się modą, jak bieganie czy jazda na rowerze. To jest fajne, bo rozwój zawsze przynosi coś. Aby tylko to coś, było dobre. Wtedy możemy mówić o rozwoju.